poniedziałek, 12 listopada 2018

Wieżyca jesienią

Niedzielny poranek, śniadanie i spontaniczny pomysł, "jedziemy na spacer na Wieżycę!" :)
Kaszuby kochamy bardzo. Tam powietrze pachnie jakoś inaczej.
Moja córka zdobyła pierwszy w swoim życiu szczyt. Trochę "na barana" u taty, ale większość drogi w jedną i w drugą stronę szła dzielnie sama a przecież ma dopiero 15,5 miesiąca. Także dla niej to był nielada wyczyn. Nawet na wieżę widokową weszła i zeszła o własnych siłach. 
Zuch dziewczynka.
Na samym dole wchodząc dopiero na ścieżkę zobaczyliśmy dziwne "zjawisko". A mianowicie pana na motorynce, który wiózł kozę. Widać było, ze koza-pasażerka bardzo była z tego faktu zadowolona i przyzwyczajona bo grzecznie leżała na swoim miejscu. Ten Pan, rodowity Kaszub, jak się okazało przesympatyczny człowiek i koza imiem Milka od wielu lat przyjeżdżają w to samo miejsce witać pieszych, jako atrakcja Wieżycy, większa chyba niż sam widok z wieży widokowej :)
Zakupiliśmy także dobry kozi serek, jako że dziecko nasze takowy bardzo lubi.
A sam widok na okolicę oczywiście piękny, tym bardziej jesienią, kiedy przyroda jest wielobarwna. 
Ja ostatni raz byłam na Wieżycy wiele lat temu, kiedy teren ten był bardziej "dziki". 
Niedługo pakujemy walizki lecimy na wakacje trochę dalej, chcemy zaznać w tym roku jeszcze trochę słońca.











środa, 31 października 2018

Jaglanka na mleku kokosowym

Na okrągło tylko te kanapki i kanapki.
A ja szczególnie właśnie o tej porze roku lubię zjeść na śniadanie coś bardziej pożywnego, coś co daje energię i uczucie sytości na dłużej. 
Po takim śniadaniu i długi jesienny spacer niestraszny.
A że obfitujemy w dobre eko-jabłka, więc jemy je w różnej postaci. 
Banan fajnie skleja składniki i daje oprócz kaszy uczucie sytości. 
A i można jeść z jednej miseczki wspólnie z dzieckiem :)

Składniki:
ok 50 g kaszy jaglanej
1 dojrzały banan
1 jabłko
1 łyżeczka cynamonu (ja używam cejlońskiego)
garść suszonej żurawiny
garść ulubionych orzechów
szklanka mleka kokosowego
odrobina oleju kokosowego

Przygotowanie:
Kaszę jaglaną podgotuwujemy w wodzie trochę krócej niż jest napisane na opakowaniu. 
Na patelni na odrobinie oleju kokosowego podsmażamy obrane i pokrojone na kawałki jabłko i banana, tak żeby były miękkie. Dorzucamy kaszę jaglaną, całość zalewamy mlekiem kokosowy i jeszcze chwilę podduszamy aż kasza wchłonie prawie całe mleko. Posypujemy cynamonem i mieszamy. Na koniec dodajemy żurawinę i orzechy. 

Smacznego!!!



poniedziałek, 22 października 2018

Kopytka z pieczoną dynią

Kopytka kojarzą mi się z dzieciństwem. Mama albo Babcia robiły je często jak zostawały ziemniaki z obiadu. 
Najsmaczniejsze były następnego dnia podsmażone na rumiano razem z cebulką.
Przyznać muszę, że ta jesienna wersja z pieczoną dynią przypadła bardzo do gustu mojemu podniebieniu . 
Kopyka robiła moja mama według naszego wspólnego, spontanicznie tworzonego przepisu.

Składniki:
ok. pół kilograma ugotowanych ziemniaków
ok. poł kilograma dyni, upieczonej bez skóry
2,5 szklanki mąki orkiszowej
0,5 szklanki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
ok. 100g twarogu (ja dałam rzecz jasna śmietankowy ze Strzałkowa)
łyżeczka soli

Przygotowanie:
Ziemniaki obrać i ugotować do miękkości. Dynię pokroić na kawałki, obrać ze skóry i upiec do miękkości ok 20 min w temp. 180 stopni. Ziemniaki i dynię ostudzić.
Następnie zmielić lub ugnieść dobrze na gładką masę. Dodać mąkę. Ciasto nie powinno się kleić do rąk. Na końcu dodajemy twaróg i sól. W miarę należy szybko zagnieść ciasto, żeby nie zdążyło zwilgotnieć bo wtedy trzeba dodać więcej mąki a za jej nadmiar podowuje, że kopytka będą za twarde. Z gotowego ciasta toczymy wałek na podsypanym mąką stole (stolnicy) i rozpłaszczamy go delikatnie dłonią. Odcinamy kawałki ciasta. Wrzucamy do gotującej się na niewielim ogniu wody (z odrobiną oleju). Gotujemy ok. 1,5 - 2 minuty. Wyjmujemy delikatnie łyżką cedzakową.

Smacznego!!!



piątek, 28 września 2018

Zupa z pieczonej dynii z kaszą jaglaną ,świeżą kurkumą i chilli

Sezon jesienny jak co roku rozpoczynam od zupy z dynii. 
Dynię U-WIEL-BIAM  pod każdą postacią i o tej porze roku mogłabym ją jeść właściwie codziennie.
Rozgrzewająca zupa-krem wspaniale smakuje po długim, jesiennym spacerze nad morzem.
Wiele osób nie lubi dyni za jej słodkawy smak. Dlatego należy ten smak przełamać, najlepiej jakąś pikantną przyprawą. 
Może to być albo imbir albo chilli, jak to lubi.

Moja wersja zawiera właśnie suszone chilli oraz świeżo startą kurkumę.
Kurkuma wraz z czarnym pieprzem tworzy znakomity duet prozdrowotny.
Jeśli ktoś lubi można zupę zabielić jogurtem lub śmietaną. 

Składniki: (ja gotuję duży garnek i mrożę porcję zupy na "czarną godzinę")
3 marchewki
mały seler
1 pietruszka
poł mięsistej średniej dynii
1 cebula
kilka korzeni świeżej kurkumy
3 suszone papryczki chilli
2 kostki bulionu warzywnego - ja używam ekologicznego
oliwa 
sól
pieprz
kilka ziaren ziela angielskiego
liść laurowy
lubczyk - ja mam mrożony z ogródka, ale może być też suszony
pestki dynii
kasza jaglana ok 100 g

Przygotowanie:
Z warzyw tj. marchewki, selera i piertuszki gotujemy bulion warzywny z ok. 2 litrów wody.
Dorzucamy kostki i przyprawy.
W międzyczasie dynię obieramy ze skóry, kroimy na kawałki, skrapiamy oliwą i pieczemy w piekarniku ok. 20 min w temperaturze 180 stopni. 
Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, podsmażamy na oliwie.
Po upieczeniu dynię wrzucamy do bulionu razem ze zeszkoloną cebulą, całość gotujemy jeszcze ok 10 minut.
Wyciągamy ziele angielskie i liść laurowy. Wrzucamy do zupy 3 suszone papryczki chilli, kurkumę obieramy ze skórki i ścieramy na tarce na małych oczkach. Bendujemy resztę składników na gładki krem. 
Kaszę jaglaną gotujemy według przepisu na opakowaniu.
Przed podaniem podprażamy na suchej patelnii pestki dynii.
Ja najbardziej lubię wersję tej zupy z dodatkiem kaszy jaglanej, prażonymi pestkami dynii posypaną lubczykiem.

Smacznego!!!



środa, 19 września 2018

Chlebek orkiszowo-jaglany z bananami i bakaliami

Nie ma tygodnia, żebym go nie piekła. Piekę od razu dwa, bo jeden to zdecydowanie za mało. Ze sto pewnie już upiekłam :)
Najsmaczniejszy jest jeszcze ciepły z masłem, które delikatnie się rozpuszcza. 
Jest tak prosty w wykonaniu, że można go zrobić także z ciekawskim maluchem na rękach.
Ostatnio moje ulubione śniadanie to właśnie ten chlebek z twarogiem (ze Strzałkowa rzecz jasna) i kawa. 
Robiłam go już we wszelakich wersjach. Sprawdzałam różne mąki i dodatki, ale ta wersja smakuje mi chyba najbardziej.
Ja nie dodaję cukru, bo banany nadają mu delikatną słodycz i dla mnie jest w sam raz.
Jeśli mam ochotę na słodkie, smaruję kromkę miodem i sprawa załatwiona.
To fajny pomysł również na przekąskę dla dziecka. 

Składniki:
4 dojrzałe a nawet przejrzałe banany
2 szklanki mąki orkiszowej
0,5 szklanki mąki jaglanej
0,5 szklanki mleka - ja daję migdałowe
0,5 szklanki oleju rzepakowy
1 łyżeczka sody
1 łyżka octu jabłkowego
1 łyżka cynamonu
Ulubione bakalie:
suszona żurawina
orzechy włoskie lub nerkowca
suszona aronia lub wiśnia

Przygotowanie:
Banany miksujemy razem z mlekiem na gładką masę. Dodajemy olej i ocet jabłkowy, dobrze mieszamy.
W dużej misce mieszamy suche składniki: mąkę, sodę, cynamon.
Do suchych skladników dodajemy mokre i mieszamy dokłanie.
Dodajemy ulubione bakalie. Ja najczęściej dodaję suszoną żurawinę, aronię i orzechy włoskie.
Jest też pyszny z orzechami nerkowca.
Przelewamy do jednej dużej formy lub do dwóch mniejszych.
Pieczemy ok 45 minut w 180 stopniach (do suchego patyczka).

Smacznego!!!





czwartek, 16 sierpnia 2018

Letnia sałatka ze szpinakiem, arbuzem i grillowanym halloumi

Lato w tym roku rozpieszcza nas wyjątkowo. Tylu ciepłych, słonecznych dni nie było już od wielu lat. My bardzo intensywnie korzystamy z tej pięknej pogody. Właściwie całe dnie spędzamy poza domem. Z rana po śniadaniu ogarniamy się sprawnie i czym prędzej wychodzimy na dwór. 
Sopot jest bardzo zielonym miastem. Mnóstwo jest tu starych, rozłożystych drzew, które w największe upały dają trochę wytchnienia w swoim cieniu.
Ja urodzona latem kocham słońce i nie narzekam wcale na jego nadmiar. 
Uwielbiam tą porę roku także za możliwość jedzenia posiłków na świeżym powietrzu.
Jedzenie pod chmurką zdecydowanie jest smaczniejsze i przyjemniejsze.

Tą sałatkę robię latem baaardzo często. Uwielbiamy ją jeść szczególnie w gorące dni kiedy się nie chce stać nad gorącymi garami. Najlepiej oczywiście smakuje ze świeżym szpinakiem. Może użyć także szpinaku baby.

Składniki:
duży pęczek świeżego szpinaku lub opakowanie szpinaku baby
1 awokado
kawałek arbuza
1 ser halloumi
ok. 100g orzechów włoskich

dressing:
oliwa z oliwek
olej z pestek dyni 
olej z awokado
sos -krem balsamiczny
sok z cytryny
lubczyk suszony/czubryca zielona/szczypta soli

Przygotowanie:
Najpierw przygotowujmy dressing, żeby się "przegryzł".  Wszystkie składniki dokładnie mieszamy ze sobą i schładzamy w lodówce ok. poł godziny.
Ser halloumi należy przekroić na pół wzdłóż i obie części podsmażamy z obu stron na patelni grillowej z odbobiną oliwy. Jeśli ktoś nie ma takowej patelni, to może być zwykła.
Następnie kroimy ser na w kostkę.
Szpinak jeśli jest świeży to myjemy i rwiemy liście na mniejsze kawałki, jeśli jest to szpinak baby zapewne jest gotowy do użycia. Arbuza kroimy na kawałki, usuwamy pestki. Awokado obieramy i również kroimy na kawałki. Orzechy łamiemy na mniejsze cząstki.
Wszystkie składniki owocowo-warzywne mieszamy w dużej misce. Dodajemy pokrojony ser halloumi. Całość polewamy dressingiem. 
Sałatka będzie najsmaczniejsza jeśli włożymy ją na trochę do lodówki.
Wyśmienicie smakuje podana ze świeżą bagietką. 

Smacznego!!!




piątek, 27 lipca 2018

Supraśl

Supraśl, to właśnie w tym zakątku Podlasia nasi znajomi postanowili rozpocząć swoją nową drogę życia.
Mieliśmy więc okazję przekonać się na własnej skórze jak wyglądają wesela we wschodniej części kraju, bo słyszałam na ten temat niejedną interesującą historię.
Nigdy wcześniej nie byliśmy w Supraśli, dlatego przyjechaliśmy wcześniej, aby móc także zobaczyć co nieco poza kościołem i hotelem.
Powiem krótko: "Chcę tam wrócić!" To niezwykle urokliwe miejsce urzekło mnie swoją atmosferą.
Są tam niewielkie, drewniane domy "z duszą" pamiętające kawałek historii. 
Przy każdym z nich jest piękny ogródek z sielskimi roślinami, które rzadko już można zobaczyć, szczególnie mieszkając w dużej aglomeracji.
Dziewicza przyroda i wszelkie odcienie zieleni to zdecydowanie atut tych okolic. A ja kocham takie miejsca!
Przechadzając się uliczkami Supraśla można odczuć wyjątkową aurę, która unosi się nad miasteczkiem. Widać i czuć, że jego mieszkańcy to osoby bardzo przywiązane do swoich korzeni. 
Najedliśmy się także specjałów kuchni regionalnej. Wypchaliśmy nasze żołądki babką ziemniaczaną i kartaczam. Moje podniebienie było zatem w raju, bo przecież ziemniory uwielbiam najbardziej :)
Kolejnym razem, kiedy będziemy jechać w tamte strony wybierzemy się z pewnością do Puszczy Białowieskiej i myślę, że z chęcią zajedziemy do Supraśla, żeby dozobaczyć to czego zobaczyć nie zdążyliśmy.