piątek, 2 lutego 2018

Tajskie smaki

Chyba jednak byłam grzeczna w zeszłym roku, bo pod choinkę dostałam bardzo fajne prezenty. Jednym z nich był voucher na warsztaty kulinarne kuchni tajskiej.
To, że uwielbiam gotować, wie każdy to mnie zna. 
Bardzo lubię orientalne smaki, sama od czasu do czasu także eksperymentuję z daniami azjatyckimi, jednak przyznać muszę nie jest to moja mocna kulinarna strona. Wychodzą mi zdecydowanie bardziej "spolszone" w smaku. Kiedy mam ochotę na sajgonki czy dobry pad thai wolę udać się do sprawdzonej knajpy i najeść do syta, tak aby zaspokoić na jakiś czas moje kubki smakowe.
Dlatego nastawiłam się, że czegoś się nauczę i podpatrzę co nieco co mogłabym wykorzystać gotując w domu. 
Podczas warsztatów uczyliśmy się przygotowywać cztery tajskie dania: mule po tajsku z bazylią i czerwoną pastą chilli, słynny pad thai z krewetkami, thai quick noodle moo oraz zupę na mleku kokosowym z owocami morza. Naukę każdego z tych dań najpierw rozpoczynał tzn. live cooking, czyli pokaz na żywo a następnie gotowaliśmy na swoich stanowiskach. 
Warsztaty prowadzone były przez polsko-tajskie małżeństwo. Ona - Tajka z krwi i kości, on - Polak, człowiek estrady, który każdą z potraw "doprawił" ciekawymi opowieściami z ich wspólnego życia i podróży. Nomen omen znamy tę parę nie od dzisiaj. 
Moja córcia oczywiście przyglądała się z boku, będąc pod czujnym okiem taty, gdyż na co dzień przecież asystuje mi w kuchni. Nich się uczy od najmłodszych lat, to za jakiś czas będę miała wspaniałą pomoc i pociechę. 
Smaki kuchni tajskiej uchyliły nieco rąbka tajemnicy przede mną, jednak nie jest to wbrew pozorom łatwa sztuka. Z pewnością podstawą są oryginalne, dobrej jakości produkty, których nie zakupimy w pierwszym lepszym spożywczaku. Zaskoczyło mnie, że Tajowie używają ogromnej ilości cukru praktycznie do każdej potrawy. Przełamują jednak jego słodycz, smakami ostrym lub kwaśnym.
Niewątpliwie spróbuję podjąć wyzwanie i odtworzyć w swojej kuchni dania, których się uczyliśmy. 
Kolendra, chilli, mleko kokosowe, tamarynd...hymmmmm nadal czuję te smaki na podniebieniu kiedy wracam myślami do tego popołudnia.
Kiedy nasza córka podrośnie zapewne wybierzemy się na wyprawę do Azji i będziemy mogli rozsmakować się w kuchni tajskiej jednocześnie wdychając tamtejsze powietrze.